poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 35

Obudziło mnie jakieś trzaskanie. Wstałam z łóżka i poszłam zobaczyć co robi taki hałas. Była to Ewa, która szukała środków na kaca. Wyglądała na wściekłą.

- Co ci jest? - zapytałam
- Zostaw mnie w spokoju!
- Nie wyżywaj się na tych szafkach i powiedz mi się cię stało
- Jestem idiotką
- Boję się zapytać co zrobiłaś na wczorajszej imprezie
- Raczej czego nie zrobiłam
- W takim racie czego nie zrobiłaś na wczorajszej imprezie?
- Nie wzięłam jego numeru
- A jaśniej?
- Poznałam super faceta. Przystojny, inteligentny, zabawny, normalnie ideał, a ja nie wiem nawet jak się nazywa
- No to faktycznie słabo
- Dzięki za pocieszenie - Gadałam z nią jeszcze chwilę. Po tej krótkiej rozmowie wywnioskowałam, że dziewczyna się zakochała
- Rusz dupę i go szukaj! Nie znajdziesz go siedząc w domu
- I tak go nie znajdę
- Dlaczego tak uważasz?

- Powiedział, że pochodzi z... nie pamiętam, ale wiem, że nie jest stąd więc pewnie był tu tylko przejazdem

Mija 2 tygodnie. W dalszym ciągu nikt nie wie o mojej ciąży, a Ewka nie pozbierała się jeszcze po tym chłopaku. Mam dosyć widoku najlepszej przyjaciółki wpatrzonej i jeden punkt.

- Zbieraj się idziemy na trening – powiedziałam
- Nigdzie nie idę!
- Chodź. Wiem, że chcesz tego z imprezy, ale zrozum w końcu, że już nigdy go nie zobaczysz – trochę mnie poniosło – Na treningu jest banda przystojnych piłkarzy na pewno któryś ci się spodoba
- Przestań! Nie rozumiesz, że nie chcę?
- Nie będziesz mi się tu załamywać
- Ja? Spójrz lepiej na siebie! Cały czas tylko marudzisz, wiecznie ci się coś nie podoba. Myślisz, że skoro jedziesz na to cholerne zawody to jesteś lepsza?
- Nie! To nie tak
- Nie? A jak? Bo właśnie tak to wygląda. Uwaga wielka karateczka Oliwia się zbliża.
- Nie jadę na żadne zawody!
- Jak to nie?
- Nie dopuścili mnie
- Czemu?
- jestem w ciąży – powiedziałam cicho
- Naprawdę? - przytuliłam mnie – Gratulacje. Mario pewnie szczęśliwy. Dziwne, że się jeszcze nie pochwalił
- On nic nie wie
- Jak to nie wie? Musisz mu powiedzieć jak najszybciej. Pójdę na ten trening pod warunkiem, że Mario o wszystkim się dowie jeszcze dzisiaj, ewentualne jutro.

Ulżyło mi, kiedy o wszystkim jej powiedziałam. Poszłyśmy na trening, usiadłyśmy na trybunach i grzecznie obserwowałyśmy piłkarzy. Świetnie im szło. Dawali z siebie wszystko. Nawet Mario, który niedawno wrócił do treningów pokazał klasę. Oczywiście jak to już w tradycji ktoś musiał się spóźnić. W środku treningu na boisko wyszedł szanowny pan Langerak. Jak się później okazało to ten facet, którego Ewka poznała w klubie. Kiedy tylko Mitch ją zobaczył od razu no niej podbiegł i zaprosił na randkę. Szybko wróciłyśmy do mieszkania, aby przygotować moją przyjaciółkę na tą wymarzoną randkę z tym jedynym. Ten chłopak rzeczywiście zakręcił jej w głowie. Nigdy nie wiedziałam, żeby aż tak tryskała energią. Mitchell przyszedł punktualnie. Postanowiłam poczekać, aż Ewa wróci, ale zasnęłam.

_________________________________________________________________________

Rozdział jak zwykle słaby, ale na szczęście za niedługo koniec tego bezsensownego opowiadanie i nikt nie będzie musiał tego czegoś czytać. :D

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 34

O 7:00 zadzwonił budzik. Normalnie byłabym wściekła na pobudkę o tak wczesnej porze, ale dzisiaj wstawałam z uśmiechem na twarzy. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie.

- Hej – dałam buziaka w policzek piłkarzowi, który właśnie przygotowywał kanapki
- Hej. Co dzisiaj tak wcześnie wstałaś?
- Muszę iść do lekarza
- Coś się stało? Jesteś chora?
- Ne. Trener wysyła mnie na zawody i muszę mieć badania. Czysta formalność
- No no no gratuluję, ale mam zdolną dziewczynę
- Podrzucisz mnie?
- Jasne

30 minut później byliśmy już pod budynkiem, w którym trenowałam karate. Z fantastycznym humorem weszłam do gabinetu lekarza. Po kilkudziesięciu minutach było już po wszystkim, pozostało już tylko czekać na wyniki. Postanowiłam iść na trening. Na tych zawodach chcę wypaść z jak najlepszej strony. Po około 2 godzinach intensywnego treningu lekarz wezwał mnie do siebie.

- Proszę niech pani siada – wskazał na krzesło
- Coś nie tak?
- Nie, ciąża to nie choroba, ale regulamin zabrania kobietą w tym stanie startu w zawodach – trochę zdziwiły mnie jego słowa, ale na szczęście ja nie jestem w ciąży
- Czyli wszystko w porządku i mogę startować w tych zawodach?
- Nie, wyraziłem się jasno. Jest pani w ciąży
- To niemożliwe. Penie pomylił mnie pan z jakąś inną dziewczyną
- Z nikim panią nie pomyłem

Wyszłam w klubu i wolnym krokiem udałam się w stronę mieszkania. Jak to jestem w ciąży? To niemożliwe. W salonie siedzieli Mario Marco i Ewa. Nie witając się z nimi poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Chwilę później przyszedł do mnie Mario.

- Coś się stało? - położył się obok mnie i przytulił
- Nie. Trener dał nam dzisiaj wycisk i jestem strasznie zmęczona – skłamałam
Wiedziałam, że muszę mu o wszystkim powiedzieć, ale nie wiem jak. Nie wiem jak on ma to zareaguje. Oboje jesteśmy jeszcze za młodzi na zakładanie rodziny. Przecież my nie damy sobie rady z wychowaniem dziecka, sami jesteśmy jeszcze dziećmi. Owszem na wakacjach mówił, że chce mieć ze mną dzieci, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Zdecydowanie za wiele, a on mówiąc to na pewno nie miał na myśli "miejmy je jak najszybciej, najlepiej jeszcze w tym roku". No i jeszcze rodzice. Oni nawet nie wiedzą jak się nazywa i kim jest mój chłopak, a tu jeszcze dziecko. Jak ja mam im o tym powiedzieć? Rozmyślając nad tym co dalej będzie zasnęłam w ramionach ukochanego. Obudziłam się po dobrych 3 godzinach snu. Obok łóżka siedział Mario i dziwnie mi się przyglądał.


- Coś ze mną nie tak? – zapytałam
- Nie. Dlaczego tak uważasz?
- Dziwnie mi się przyglądasz
- Nie każdy może przyglądać się swojemu szczęściu ja mogę więc korzystam
- Idziemy na imprezę – do mojego pokoju wpada Ewa
- Z jakiej okazji? - zapytałam
- Trzeba oblać nowe mieszkanie
- Ja nie idę. Nie najlepiej się czuje – powiedziałam
- Ewka weź któregoś z chłopaków. Ja zostanę z Oliwią
- Jak mam zabrać któregoś z chłopaków skoro oni godzinę temu wyjechali na zgrupowanie? Idę sama
- dobrej zabawy – powiedziałam równo z piłkarzem

Ewka poszła na imprezę a ja rozstałam sama z Mario. Zobaczyliśmy jakiś film, a później poszliśmy spać.


___________________________________________________________________________

Pojawiły się nasze 2 nowe blogi. Jak na razie są tylko bohaterowie, ale mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj pojawią się też pierwsze rozdziały ;)
http://nadzieja-na-lepsze-dni.blogspot.com/
http://milosc-zaslepa.blogspot.com/

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 33

Nasz mały kącik jest już gotowy. Pozostało już tylko rozpakować kartony. Mario nam pomagał, ale chyba wolałabym żeby siedział w domu. Cały czas marudził, że się od niego wyprowadzam. Ileż można słuchać tego samego?
Gdy Mario pojechał na trening ja i Ewka udałyśmy się do sklepu, aby kupić firanki, kwiatki i inne dodatki. Kiedy przechodziłyśmy obok sklepu z meblami dokupiłam jeszcze jedną szafę, a z domu Goetzego wzięłam jego ulubione rzeczy. Chłopak nie krył zadowolenia z mojego pomysłu i wreszcie przestał marudzić. Następnego dnia odbył się mecz Borussii z Bayernem. Mario w 38 minucie poprosił o zmianę. W głowie już układałam jak wyśmieję mojego chłopaka. Ostatnie tygodnie tłukłam mu do głowy, że ma się tak nie obżerać i więcej ćwiczyć. Nie posłuchał mnie i teraz ma tego efekty. Nie jest w stanie przebiegać jednej połowy meczu. Jednak kiedy schodził z boiska, widziałam ja jego twarzy grymas bólu. Wiedziałam już, że coś jest nie tak więc zeszłam do piłkarza. Okazało się, że ma coś z mięśniami i musi pauzować przez 2 tygodnie, a do tego nie może jechać na zgrupowanie, którego tak wyczekiwał. Po meczu wróciliśmy do mojego mieszkania. Ewka oglądała właśnie jakiś film nie mieliśmy nic ciekawszego do roboty więc dołączyliśmy do niej. W trakcie oglądania zadzwonił mój telefon. To był mój trener, powiedział, że mam się zaraz u niego wstawić. Najszybciej jak tylko umiem ubrałam się i pobiegłam na spotkanie z nim.

- dobry wieczór – przywitałam się
- dobry wieczór. Mam do ciebie świetne wiadomości. Postanowiłam wystawić cię jako reprezentantkę naszego klubu na mistrzostwa Niemiec.
- naprawdę? Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję
- jesteś najlepsza w naszym klubie więc nie masz za co dziękować. Warunkiem startu w zawodach są badania. Musisz się jutro wstawić u naszego klubowego lekarza. Od cię zbada i wypisze odpowiednie dokumenty
- oczywiście. Będę o 8:00. jeszcze raz dziękuję. Dowiedzenia

Wróciłam do mieszkania w niesamowicie dobrym humorze. Chciałam się tą wiadomością z wszystkimi podzielić. Niestety Ewa już spała. Gdy weszłam do swojego pokoju, okazało się, że Mario postanowił rozgościć się na moim łóżku. Wzięłam prysznic i położyłam się obok piłkarza. Nie mogłam zasnąć. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Bo czego chcieć od życia więcej? 

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 32

Gdy się obudziłam w domu nikogo nie było. Zeszłam do kuchni i przygotowałam sobie śniadanie. Po skończonym posiłku poszłam odwiedzić mojego chłopaka na treningu. Marco nie był zadowolony gdy mnie zobaczył, ale najwidoczniej Mario wszystko mu wyjaśnił, bo zaraz po skończonym treningu zaprosił nas do kina. Tak mijały kolejne tygodnie. Znalazłam nawet pracę w małym dortmuńskim klubie. Zajmuję się tam finansami. Byłam niesamowicie szczęśliwa, ale z dnia na dzień co raz bardziej tęskniłam ze Wrocławiem, rodziną, Ewką i Rikusiem. Już chyba czas się z nimi zobaczyć.
Już dzisiaj miałam jechać do Polski. Mario chciał jechać ze mną ale przekonałam go, że to jeszcze nieodpowiedni moment. Nie chcieliśmy się o to kłócić. Nasz związek już raz z tego powodu się rozpadł. Mario odwiózł mnie na lotnisko. Kiedy leciałam do Dortmundu lot niesamowicie szybko przeleciał, a dzisiaj miałam wrażenie jakbym leciała na drugi koniec świata. W końcu taksówka podjechała pod dom. Szybko zapukałam do drzwi. Otworzył mi tata.

- no proszę syn marnotrawny wrócił. W tym przypadku raczej córka
- wróciłaś - przybiegła do mnie mama i wyściskała z całej siły
- wróciłam, ale nie na długo. Przyjechałam bo strasznie się za wami stęskniłam
- czyli ułożyłaś sobie życie
- tak jestem bardzo szczęśliwa. Tylko strasznie mi was brakuje. Szkoda, że nie możecie mieszkać gdzieś blisko mnie
- gdzie teraz mieszkasz? - zapytał tata
- w Niemczech. A gdzie Riko? Za nim też się stęskniłam
- leży w twoim pokoju na łóżku. Od kiedy się wyprowadziłaś nie chce nic jeść, chodzi taki smutny . Jak nie on.

Od razu pobiegłam do pokoju. Rzeczywiście Riko leżał na łóżku. Mocno go przytuliłam. Postanowiłam, że zabiorę go ze sobą do Dortmundu. Rozmawiałam jeszcze chwilę z rodziciami. Powiedziałam im, że znalazłam super faceta i to coś poważnego, ale nie zdradziłam kim jest. Zabrałam psa i poszłam do Ewki. Drzwi otworzyłam mi moja przyjaciółka. Była zaskoczona na mój widok, ale się cieszyła.

- odpowiadaj co się działo jak mnie nie było
- ja mam opowiadać. To ty siedzisz w Dortmundzie z nieziemsko przystojnym facetem
- dziękuję
- dziękujesz? Za co? - zapytała rozbawiona Ewka
- za wszystko. Gdyby nie ty już by mnie tu nie było
- ale jesteś. Szczęśliwa i uśmiechnięta
- wszystko dzięki tobie.
- wszystko zawdzięczasz sobie. Ja za ciebie nie wybrałam. Mogę zadać jedno takie trochę głupie pytanie?
- zadawaj najwyżej nie odpowiem
- gdzie się mieszka lepiej? Tu we Wrocławiu czy tam w Dortmundzie?
- ciężko powiedzieć. Tu jesteś ty, tam Mario. Przeprowadź się do mnie. Nie będę miała już wtedy wątpliwości, że najlepszym miejscem na ziemi jest Dortmund.
- chciałabyś
- i to jak

W Polsce spędziłam jeszcze kilka dni. Udało mi się przekonać Ewkę do przeprowadzki. Z jej rodzicami nie było już tak łatwo, ale się udało. Kupili nam mieszkanie oraz obiecali wsparcie finansowe. Z lotniska odebrał nas Mario, ale nie przywitał się ze mną. Chyba nawet nie zauważył, że Ewa przyleciała ze mną. Zajął się psem. Wsiedliśmy do samochodu i tam podałam mu karteczkę z adresem mojego nowego mieszkania.

- co to jest? - zapytał
- adres mieszkania mojego i Ewy
- chcesz się wyprowadzić?
- tak
- dlaczego? Masz mnie już dosyć?
- nie. Tylko uważam, że to za wcześnie na wspólne mieszkanie.
- ale ja ci nie pozwolę na wyprowadzkę
- spokojnie tak szybko się nas nie pozbędziesz. Musimy jeszcze się urządzić. Pomożesz nam?
- nie. Jak wam pomogę to szybciej się wyprowadzicie.

Po błaganiach moich i Ewki Mario podjechał pod blok w którym było nasze mieszkanko. Trzeba przyznać, że wygląda o wiele lepiej niż nas zdjęciach w internecie. Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy zamówić meble i kupić farby. Miałyśmy je pomalować same ale kochany Goetzuś zaprosił kolegów, a oni zamiast nam pomóc opijali nowe mieszkanie. Późnym wieczorem Ewa jako ta co ma prawo jazdy pożyczyła samochód mojego chłopaka by poodwozić ich do domu. Niestety nieco je zarysowała.
Rankiem wszyscy razem zjedliśmy śniadanie. Miło nam się razem rozmawiało. Niestety państwo Goetze musieli jechać do pracy, a Mario na trening. Mario dał mi buziaka w policzek i wyszedł

- Oliwia! - usłyszałam wołanie mojego chłopaka. Domyśliłam się, że chodzi o tą rysę na jego ukochanym autku
- co się stało?
- co to ma być? - wskazał na zadrapanie
- no wiesz nie dałeś się wczoraj przekonać, że...
- chyba nie chcesz mi powiedzieć, że prowadziłem pad wpływem – przewał mi, a ja nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam - i ty mi na to pozwoliłaś?
- a jak miałam się powstrzymać? Co Riko robi w samochodzie? - zmieniłam temat
- muszę się wszystkim pochwalić jakiego mam fajnego psa
- on jest mój i mam wrażenie, że kochasz go bardziej ode mnie – pocałował mnie i wsiadł do auta

Wiedziałam, że wczoraj był nieźle wstawiony, ale nie przypuszczałam, że aż do tego stopnia by wmówić mu taką głupotę. Gdy Mario pojechał na trening, ja z Ewą udałyśmy się do naszego mieszkanka. Trochę ogarnęłyśmy porozrzucane butelki po napojach alkoholowych i usiadłyśmy na środku salonu. Chwilę później przyszła ekipa remontowa by skuć stare kafelki w łazience i położyć nowe. Godzinę później przyjechali ludzie którzy mieli nam urządzić kuchnię. Wieczorem wróciliśmy do domu państwa Goetze.

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 31

Tej nocy mało spałam. Od razu gdy otworzyłam oczy wzięłam do ręki kopertę i tabletki. Postanowiłam wybrać to drugie, ale w ostatnim momencie coś mnie tknęło i bez namysłu otworzyłam prezent Ewy. Bałam cię zobaczyć co jest w środku. Trudno klamka zapadła teraz już nie ma odwrotu. Powoli wyciągnęłam zawartość koperty. Moją uwagę przykuł bilet lotniczy do...Dortmundu. No tak mogłam się tego spodziewać. W środku był także list.

Ostatnio w twoim życiu wiele się działo. Ktoś kogo bardzo kochałaś strasznie cię skrzywdził, oszukał i wykorzystał. Wiem jak bardzo cię to bolało, ale to nie powód by teraz krzywdzić innych. Weź się w garść i uporządkuj swoje życie. Zacznij od Dortmundu. Wiem jak bardzo go kochasz. Powodzenia.

Ewa


Tak kocham go, ale jestem pewna, że ułożył swoje życie na nowo z inną dziewczyną. Zrujnuję mu to co udało mu się odbudować. No ale cóż miałam wybór teraz muszę wziąć za to odpowiedzialność. Kilka razy dzwoniłam do Ewki, ale nie odbierała. Nie dziwię się jej. Ubrałam się i spakowałam. Zeszłam na dół. Tam wszyscy już na mnie czekali. Przyjechał nawet mój brat z żoną. Poczułam się jak przed rokiem. Wszyscy w zgodzie i razem. Przyjmowałam życzenia urodzinowe kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. To był Łukasz. Od razu zabrałam go do swojego pokoju. Wiedziałam, że teraz muszę go o wszystkim poinformować

- muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam
- mogę zacząć? - zapytał – wiem, że to ty jesteś dziewczyną do tego masz urodziny, ale kiedy ty zaczniesz to moje serce zmięknie i znowu nie powiem tego co miałem powiedzieć
- jasne. Mów pierwszy
- dziękuję. Nie wiem od czego zacząć więc powiem wprost. Wiem, że to może i nie najlepszy moment, ale....to koniec – zatkało mnie. Powiedział mi to samo co ja miałam mu do powiedzenia – teraz ty mów
- chciałam ci powiedzieć dokładnie to samo, bo...bo ja wyjeżdżam
- wyjeżdżasz?
- tak. Wyprowadzam się
- mogę zadać tylko jedno pytanie?
- jasne
- na wakacjach kogoś poznałaś i ten ktoś nie jest ci obojętny. Prawda?
- poniekąd tak. Przepraszam
- nie masz za co mnie przepraszać. Jestem tylko ciekaw kto skrzywdził cię do tego stopnia, że aż tak się zmieniłaś
- nikt mnie nie skrzywdził. To ja kogoś skrzywdziłam i teraz chcę to wszystko naprawić

Pożegnałam się z nim i dokończyłam pakowanie. O 14 byłam już gotowa do opuszczenia rodzinnego gniazda. Tak, ja gotowa, a rodzice jeszcze nic nie wiedzą. Gdy tak zbierałam myśli mama zawołam mnie na obiad.

- dzisiaj twoje urodziny, a ty znowu zaszyłaś się w tym twoim kąciku – powiedział tata
- daj jej spokój – wystąpiła w mojej obronie mama – kochanie co chcesz dzisiaj robić? - zwróciła się do mnie
- mam już plany na dzisiaj
- jakie? - Zainteresował się mój starszy braciszek, a ja poszłam na górę. Po chwili zeszłam z walizkami
- co to ma znaczyć? - oburzył się tata
- nie chcę być już waszym ciężarem
- przecież nie jesteś – zaprotestowała mama
- odwieziesz mnie na lotnisko? - zwróciłam się do brata
- oczywiście

Opuściłam dom w którym spędziłam 18 lat mojego życia i wsiadłam do samochodu. W drodze na lotnisko wstąpiliśmy jeszcze do domu Ewy. Niestety nie zastaliśmy jej.

- powiesz mi gdzie i dlaczego się wyprowadzasz? - zapytał Przemek
- tak, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz
- każde rodzeństwo ma jakieś tajemnice

Z Przemkiem zawsze miałam dosyć dobry kontakt, byłam pewna, że dotrzyma słowa i nikomu nie powie. Opowiedziałam mu całą historię z Maćkiem, ucieczkę z domu, wakacje oraz to co działo się w moim życiu po powrocie z Rodos. Był zaskoczony i trochę się o mnie martwił. Po chwili dojechaliśmy na lotnisko. Gdy czekałam na moją kolej do odprawy bagażowej ktoś mnie zaczepił.

- Ewa! Co ty tutaj robisz?!
- no chyba nie myślałaś, że pozwolę ci wyjechać bez pożegnania?
- skąd wiedziałaś, że wybiorę kopertę?
- za dobrze cię znam. Wiem, że jesteś ciekawska i zawsze dotrzymujesz słowa
- dziękuję
- podziękujesz jak się wszystko ułoży, a teraz zmykaj bo się spóźnisz

Lot minął szybko. Zdecydowanie za szybko. Chciałam sobie jeszcze wiele żeby poukładać i głowie, ale nie zdążyłam. Ostatnią deską ratunku były korki, ale jak nazłość też ich nie zastałam. Podjechałam pod jego dom. Bałam się wysiąść więc tylko uchyliłam okno i wtedy usłyszałam jego głos

- tato nie mam teraz czasu. Taksówka już podjechała. Dawno jej nie widziałam i strasznie tęsknię - w moich oczach pojawiły się łzy. Czyli jednak kogoś ma

Siedziałam tak jeszcze chwilę. Widziałam jak żegna się ze swoją mamą. Rozmawiali o czymś, ale nie słyszałam o czym. Postanowiłam wyjść z taksówki, ale chyba za głośno trzasnęłam drzwiami, bo się odwrócił. Teraz patrzył na mnie. Z jego miny nie dało się nic wyczytać więc obawiałam się najgorszego. Kiedy chciałam już z powrotem wsiąść do taksówki podbiegł do mnie i pocałował.

- tęskniłem – powiedział mi do ucha

Przywitałam się z jego mamą. W salonie siedział pan Jurgen

- no synu to mnie pozytywnie zaskoczyłeś
- dlaczego?
- zawsze wiedziałem, że jeżeli na czymś ci zależy to potrafisz to szybko załatwić, ale nie wiedziałem, że podróż do Wrocławia, namowa ukochanej na przeprowadzkę do Dortmundu i powrót jest możliwe w mniej niż 3 minuty. Jak widać jeszcze mało wiem o życiu

Po krótkiej rozmowie z jego rodzicami poszliśmy go jego pokoju. Od razu po przekroczeniu progu zaczęliśmy się całować. Przerwał nam dźwięk wiadomości, która przyszła na mój telefon. Zdziwiłam się, że to SMS od Łukasza


Mam nadzieję, że już wszystko sobie wyjaśniliście i jest między wami dobrze. Trzymam za was kciuki.

- Kto to? - zapytał Mario
- Łukasz
- Piszczek?
- nie. Powinieneś wiedzieć kim jest dla mnie Łukasz. Kiedy wróciłam z Rodos miałam strasznego doła. Łukasz starał się mnie pocieszać więc tak jakiś wyszło, że się z nim związałam. Dzisiaj rano się rozstaliśmy, bo....uświadomiłam sobie, że kocham tylko Ciebie
- też cię kocham

Pierwszy raz od kilku długich tygodni poczułam się kochana.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 30

To już ponad  miesiąc od kiedy wróciliśmy z Rodos. Pierwsze dni były naprawdę ciężkie. Ciągle o nim myślę i nie mogę zapomnieć. Znalazłam nowego chłopaka, Łukasza. Niby do kocham, ale...No właśnie nie jest Mario. Czasami czuję, że traktuję go jak zabawkę. Kogoś dzięki komu próbuję zapomnieć o swojej prawdziwej miłości. Po raz kolejny zaczynam spotykać się z przyjacielem, po raz kolejny krzywdzę kogoś na kim mi zależy. Dlaczego to robię? Sama nie wiem. Przez ten ostatni miesiąc strasznie się zmieniłam. Sama siebie już nie poznaję. Jakieś głupie wyskoki, alkohol, papierosy, imprezy, policja, a potem wracam do domu. Zamykam się w swoich czterech ścianach jakby nigdy nic się nie stało. Z Ewką też straciłam kontakt. Nie wiem gdzie jest, co robi, jak się czuje. Jeszcze niedawno nie do pomyślenia. Rodzice coraz częściej kłócą się z mojego powodu. Sama ze sobą już nie wytrzymuję. Wzięłam laptop, położyłam się na łóżku włączyłam jedyne zdjęcie jakie mam razem z Mario. Na uszy założyłam słuchawki, aby nie słyszeć jak moi rodzice się kłócą, znowu się kłócą. Po policzkach zaczęły spływać kolejne łzy. Mam tego dość. Już nigdy nie będę szczęśliwa. Wzięłam do ręki tabletki. Zastanawiałam się czy śmierć jest dobrym wyjściem. Jak na razie wydaje się jedynym sensownym. Siedziałam tak zastanawiając się i kiedy byłam już gotowa skończyć ze sobą ktoś wszedł do mojego pokoju.

- puka się! – krzyknęłam
- pukałam, ale się nie odzywałaś – no tak przecież miałam słuchawki na uszach
- przepraszam
- co to? - złapała mnie za rękę w której trzymałam tabletki – chyba nie chciałaś...
- a widzisz jakieś inne wyjście? Ranię wszystkich: Ciebie, Łukasza, rodziców
- zranisz nas jeszcze bardziej jak odbierzesz sobie życie
- nie!
- chcesz to zrobić?
- tak – uderzyła mnie w policzek
- jesteś cholerną egoistką! Jest ci źle więc chcesz ze sobą skończyć? Nie patrzysz na to się wtedy poczuję ja, Łukasz, Twoi rodzice i reszta znajomych?! A co z jutrzejszym dniem? Odkąd pamiętam twoje osiemnaste urodziny miały być idealne. Od pół roku chodziłaś z telefonem przy uchu i pilnowałaś by wszystko było dopięte na ostatni guzik.
- odwołałam
- aaa...odwołałaś.
- nie mam ochoty się bawić, najlepiej byłoby gdybym jutrzejszego dnia nie dożyła
- co ty gadasz? Nigdy nie rozumiałaś samobójców, a teraz...
- teraz moim największym marzeniem jest do nich dołączyć - dokończyłam
- nie rób tego wszyscy się bardzo kochamy, szczególnie Łukasz
- taaa Łukasz...go krzywdzę najbardziej
- może czas to zakończyć?
- masz rację – otworzyłam pudełko z tabletkami, ale Ewka od razu wyrwała mi je z ręki
- nie mówię o życiu tylko o Łukaszu – powiedziała po czym wyjęła z torebki białą kopertę i dała mi ją do ręki
- co to?
- prezent na twoje osiemnaste urodziny. - do drugiej ręki dała mi tabletki – zrobisz co będziesz chciała. - pocałowała mnie w czoło i wyszła 

Dobrych kilka godzin rozmyślałam nad tym co zrobić. Raz byłam bliska otworzeniu koperty chwilę później już otwierałam pudełko z tabletkami. Nie miałam pojęcia co zrobić więc postanowiłam przespać się z tym wszystkim i rano podjąć decyzję.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 29

Całą noc nie spałam. Rozmyślałam jak to wszystko naprawić. Wiedziałam, że bardzo go zraniłam i on nie będzie chciał się znowu ze mną wiązać, ale może przynajmniej zostaniemy przyjaciółmi. Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wiedziałam, że będzie to sprzątaczka lub Ewka. Zwlekłam się z łóżka i poszłam otworzyć. Miłe zaskoczenie. To Mario.

- hej. Będziesz tutaj tak cały dzień siedziała czy w koń... - przerwał – płakałaś? – spuściłam głowę, a on wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi – ejj... co jest ?– zapytał z troską, ja znowu się rozpłakałam – nie płacz. Co się stało?
- co się stało?! Mario do cholery ja cię kocham, a tak skrzywdziłam! Wszystko zniszczyłam!
- nic nie zniszczyłaś, widocznie tak miało być. - przytulił mnie – kocham cię – pocałował mnie i wyszedł. Gdy się ocknęłam pobiegłam za nim
- czy to znaczyło, że my...
- jesteśmy przyjaciółmi – przerwał
- ale...
- ten pocałunek był naszym ostatnim – po raz kolejny mi przerwał i odszedł zostawiając mnie samą na środku korytarza.

Wróciłam do pokoju rzuciłam się na łóżko i płakałam. To nie tak miało wyglądać. Po chwili dołączyła do mnie Ewka. Opowiedziałam jej o wszystkim. O pierścionku i naszej rozmowie sprzed kilku minut. On nie ma do mnie żalu. Kocha mnie, ale nie chce ze mną być. Dlaczego? Przecież oboje się kochamy. Muszę o to wszystko walczyć. Nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niego. Siedziałyśmy tak i rozmawialiśmy. Przerwało nam pukanie do drzwi.

- kto tam? - zapytała Ewka
- to my – cholera, tylko nie to, tylko nie rodzice. Szybko pobiegłam do łazienki, żeby tylko nie widzieli tego, że płaczę
- proszę, wchodźcie. Co was do nas sprowadza?
- Gdzie Oliwia? Musimy wam coś powiedzieć
- bierze kąpiel
- zaczekamy.
- nie ma takiej potrzeby dopiero co tam poszła. Prędko nie wyjedzie.
- no dobrze nie mamy czasu
- coś się stało
- nie...albo tak. Musimy wracać do Polski. Jakieś problemy w firmie. Dzisiaj o 18 wyjeżdżamy z hotelu. - powiedział pan Krzysztof po czym usłyszałam trzask drzwi. Domyśliłam się, że rodzice opuścili nasz pokój.
- jak to już wyjeżdżamy? Co z Mario? Co z nami? - wyszłam z łazienki i po raz kolejny zaczęłam płakać
- ej nie przejmuj się wszystko się jeszcze ułoży – przytuliła mnie

Udałyśmy się do pokoju Reusa po rzeczy Ewki. Na szczęście nie nikogo tam nie było. Spakowałyśmy wszystkie jej rzeczy. Potem wróciłyśmy do mojego pokoju i spakowałyśmy moją walizkę. O 17 byłyśmy gotowe opuścić hotel. Upewniłyśmy się czy wszystko zabrałyśmy. Wzięłam klucze. Ewa była już z walizkami na korytarzu, ja stanęłam na progu po raz ostatni spoglądając na miejsce w którym spędziłam najlepsze chwile swojego życia. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. To już koniec. Czekało mnie już tylko pożegnanie z chłopakami. Najtrudniejsze pożegnanie w moim życiu. Nigdy już ich nie zobaczę. Chyba, że w telewizji, ale to się nie liczy. Nie przytulę telewizora. Wzięłyśmy swoje bagaże i poszłyśmy to jego pokoju. Nie maiłam na to ochoty, ale moja najukochańsza przyjaciółka przekonała mnie do tego. Gdy byliśmy już pod ich apartamentem nie chciałam tam wejść. Jednak Ewa mnie do tego zmusiła. Zapukała, a drzwi otworzył uśmiechnięty Marco.

- ooo...no proszę kto nas odwiedził. Widzę, że z walizkami. Wracasz do mnie? Wiedziałem, że długo nie wytrzymasz z tą przyjaciółką od siedmiu boleści
- Marco przestań. Ja wracam, ale nie do ciebie tylko a do Polski, a ta przyjaciółka od siedmiu boleści jest ze mną – po minie Reusa widziałam, że poczuł się niezręcznie i nie wiedział co powiedzieć. Blondyn wpuścił nas do środka. W oczy rzucił mi się Mario, który leżał na łóżku zajadał się chrupkami i oglądał jakiś program. Od razu poczułam jak łzy spływają mi po policzku. Jeszcze kilka dni temu leżałam tak z nim.
- zaczekajcie idę po resztę chłopaków – siedzieliśmy z ciszy nikt się nie odezwał.

Po 5 minutach po pokoju wparowali Mo i Sven z pretensjami, że wyjeżdżamy. Siedzieliśmy tak dobre pół godziny. Siedzieliśmy i gadaliśmy. To znaczy Ewka, Marco, Sven i Moritz nie mogli się nagadać, a ja i Mario siedzieliśmy cichutko patrząc na siebie. No i nadszedł ten moment którego bałam się najbardziej. Tylko że on nie miał tak wyglądać. Miał być innego dnia i przede wszystkim w innej atmosferze. Pożegnałam się już z Leitnerem i Benderem oboje przytulili mnie najmocniej jak tylko mogli nawet Reus, który od jakiegoś czasu mnie nienawidzi. Zastał już tylko on. Nie wiedziałam jak mam się z nim pożegnać. Podeszłam do niego i podałam mu rękę. On się tylko uśmiechną, mocno przytulił i pocałował w czoło.

- kocham cię – szepnął mi do ucha
- ja ciebie też – odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się. To Mario. Spojrzałam na Ewkę. Jej mina mówiła, że mam zaczekać.
- proszę to dla ciebie. Żebyś nigdy o mnie nie zapomniała – wręczył mi pudełko. Podobne do tego, w którym ostatniej nocy był pierścionek.
- już mówiłam, że nie mogę tego przyjąć
- otwórz, a tyle nie gadaj

Niepewnie otworzyłam pudełko. W środku były kolczyki. Te same, które tamtego dnia oglądałam u jubilera. Po raz kolejny poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Podniosłam głowę, aby mu podziękować, już go nie było. Wołałam, ale się nie odzywał, założyłam okulary i wróciłam do Ewki. O nic nie pytała, nic nie mówiła. Wiedziała, że to dla mnie trudne. Jest kochana.